Przed dwoma tygodniami byłem w Lublinie. Kolejny raz. Jeżdżę tam w interesach regularnie kilka razy w roku. Interesy to jedno a miasto to drugie. Miasto zachwyca mnie za każdym razem. Powinienem się do niego już przyzwyczaić, ale jednak jest inaczej. Z każdym pobytem odkrywam tajemnice tego miasta na nowo. Spotkało mnie tam wiele dziwnych, obcych rodowitemu Wielkopolaninowi przygód. I pierwsze, jakie mi przychodzą na myśl to przygody w barach i restauracjach związane z nieznanymi daniami. Poznałem już przysmak cygański, poznałem forszmak, poznałem najlepsze w Polsce gofry. Ale ostatnio spotkałem się z czymś, czego do tej pory nie znałem. Danie słodkie i chrupiące. Moim zdaniem niezwykle smaczne. Jednak w kraju chyba jeszcze kompletnie nie znane. Mówię o chrupkich stroopwafle. Zgrabnych wafelkach pochodzących ponoć z Holandii. Nie wiem, dlaczego w Polsce można je znaleźć tylko w Lublinie, ale skoro można to, dlaczego nie skorzystać? Ja korzystam Zajadam się tym na potęgę. Oczywiście tylko na deser. Spróbujcie. Jestem pewien, że te proste wafelki zaskoczą Was niezwykłym smakiem. I będziecie po nie sięgać coraz częściej.
Related posts: